Sprzedaję kostium

Dokładnie taki:

Jest naprawdę ładny, aż szkoda się pozbywać, ale jest na mnie trochę za duży. Aukcja na allegro jest tu: http://allegro.pl/kostium-klasyczny-szary-i1944174883.html

Mam nadzieję, że się Wam podoba.

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

La belle epoque

Ten strój miał naśladować modę z przełomu XIX i XX wieku, zwłaszcza wygląd tzw. Gibson Girl.

Czerwone usta to pewna nowość w moim wyglądzie. Nie jest to oczywiście moja pierwsza szminka w życiu, ale chyba pierwsza tak soczyście czerwona. Dzień po wyjściu do opery (uwiecznionym tutaj) moja przyrodnia starsza siostra, aktorka („piątka z charakteryzacji, moja droga!”) dzieliła mi szczegółowych instrukcji, jak malować usta oraz ich bezpośrednią okolicę. Rezultaty nauk będzie można zauważyć, gdy kupię konturówkę.

bluzka – Zara
spódnica – sklep indyjski (ten koło UW)
broszka – Bijou Brigitte
kozaki – Ryłko

Losowe Zdjęcie Archiwalne:

Opublikowano Szafa | Dodaj komentarz

W kolejce do przymierzalni

Oto, co można znaleźc, stojąc w miejscu tytułowym, w ciuchlandzie. Jeśli kolejka jest wystarczająco długa, można nawet przymierzyć w oczekiwaniu i wiedzieć już, że trzeba będzie biec do bankomatu, zanim jeszcze wejdzie się za zasłonkę sprawdzić pozostałe ciuchy. To moja kolejna „pierwsza rzecz”, w takim sensie, że nigdy nie miałam zimowej kurtki lub płaszcza we wzorki, zawsze była to jednostajna czerń, granat, ciemna zieleń etc. A tu nie dość, że kratka, to jeszcze biało-różowa. Nie wiem, na ile to widać (obawiam się, że ledwo-ledwo), ale czapka jest też różowa.

Losowe Zdjęcie Archiwalne:

Opublikowano Szafa | 1 komentarz

Prep

Dzisiaj stylizacja trochę brytyjska, trochę jak z mundurkowej szkółki. W rzeczywistości mundurkowe szkółki nie są tak urocze, jak niektórzy sobie to wyobrażają (wiem, bo chodziłam w Polsce do takowej). Ale plisowanym spódniczkom nikt uroku nie odmówi.

Burberry

Baletki są prawdziwe, tzn. są to rzeczywiście buty (?) przeznaczone do ćwiczenia baletu, a nie kapcie z sieciówki. Kupiłam je kiedyś chodząc na taniec irlandzki (były tańsze od sznurowanych, skórzanych baletek irlandzkich), a teraz świetnie sprawdzają się jako… domowe kapcie. Co nie przeszkodziło mi ich nosić na warsztatach baletowych latem 🙂

Burberry

A tu zbliżenie na kotka:

Koszula – Marks & Spencer
Spódniczka – no name
Podkolanówki – Marks & Spencer
Baletki – Akces
Broszka – prezent

Losowe Zdjęcie Archiwalne:

Opublikowano Szafa | Dodaj komentarz

Halloween 2011

Impreza u przyjaciół. Już dawno miałam zamiar założyć mój czerwony gorsecik, wymyśliłam więc, że dołożę do tego nadgniły makijaż i całość nazwę „sexy zombie”. Dodatkowo założyłam getry i bluzeczkę z krótkimi rękawkami (pod gorset), żeby nie robić skandalu obyczajowego 😉 Takie przebranie na szybko. Za to z kostiumu Najdroższego jako Nyarlathotepa jestem bardzo dumna. Cthulhu fhtagn!

Wisiorek to miniatura tsuby, czyli głowni japońskiego miecza (na środku ma charakterystyczne wycięcie na ostrze). Dookoła płynie woda, na której unoszą się chryzantemy.

Gorset i spódniczka – zapomniałam nazwy sprzedawcy z Ebaya (był z Hongkongu, jeśli komuś to pomoże)
Bluzka – Terranova
Getry – dawno temu po tamtej stronie świata (czytaj: w Japonii)
Spinki do włosów – jw.
Kolczyki – Bijou Brigitte
Wisiorek – własnoręczne dzieło koleżanki (dzięki!)

Losowe Zdjęcie Archiwalne:

Opublikowano Szafa | Dodaj komentarz

Kimono

Od czasu do czasu na tym blogu będą się pojawiać moje zdjęcia w kimonie. Czasem chodzę po Warszawie w narodowym stroju japońskim, naprawdę. Wszystko zaczęło się podczas stypendium w Japonii, gdy dostałam dwa pierwsze kimona i yukatę, a następnie zaczęłam odyseję po sklepach kimonowych w poszukiwaniu wszystkich niezbędnych dodatków. Przemiłe panie z obsługi były przyjemnie zaskoczone, że obcokrajowiec wykazuje szczerą chęć zakładania kimona zgodnie z zasadami sztuki (a nie przebierania się w szlafrok w celu udawania gejszy).

Na zachodzie to dość częste skojarzenie: kimono = gejsza. Tymczasem był i jest to strój noszony przez Japonki wszystkich klas społecznych, od kasjerki z supermarketu (np. na Nowy Rok) po cesarzową. Po dziś dzień na japońskiej ulicy spotkać można osoby w kimonach płci obojga (kobiety częściej), choć nie tak często.

Kimona tak z grubsza podzielić można na takie o kroju współczesnym (który przyjął się około stu lat temu) i o kroju nieco starszym, pochodzącym z epoki Edo (1600-1868). Różnią się przede wszystkim długością. Te pierwsze sięgają najdalej do pięt, te drugie przypominają suknie z trenem i chodząc po jakiejkolwiek powierzchni innej niż starannie wyczyszczone maty lub podłoga drewniana (np. sceny) należy je trzymać w ręku lekko podciągnięte. Takie długie kimona noszą właśnie gejsze jako strój zawodowy (prywatnie noszą te współczesne).

Ja noszę kimono po prostu jako kolejny rodzaj ubrania, tak jak można nosić np. sukienki z lat 40-tych albo chusty pareo. I tak jak osoby w wymienionych ubiorach nie traktują tego jako przebierania się za Gretę Garbo albo Tahitankę, tak ja nie traktuję tego jako „przebierania się za Japonkę”. Tym bardziej za gejszę. Pewnej namolnej starszej pani powiedziałam kiedyś „to tylko taka sukienka”, kiedy podejrzewała mnie o przynależność do sekty (sic!). Zwykle jednak reakcje ludzi na ulicy, w komunikacji miejskiej itp., o ile występują, są pozytywne. Uśmiechy, ukłony „japońskie” itp.

Staram się przestrzegać zasad kitsuke, czyli sztuki doboru i zakładania kimona i wszystkich dodatków. Nie wiążę pasa w sposób przeznaczony dla niezamężnych panienek, nie noszę tych najskromniejszych do opery ani formalnych na wyjścia do barów sushi. Zakładam rzeczy stosowne do pory roku (np. te bez podszewki idą do szuflady pod koniec września i nieważne, że jest mi w nich ciepło i tak). Nie działam na zasadzie „to Polska, tu i tak nikt nie zauważy różnicy”, bo po pierwsze: nigdy nie wiadomo, kto mnie zobaczy (Japończycy, japoniści, osoby zainteresowane modą egzotyczną), po drugie: nie chcę, by widok niewłaściwego zestawienia (np. strój a la „matka panny młodej” w McDonaldzie) wbił się komuś w pamięć i dawał podstawę do dalszych wyobrażeń o kimonach w ogóle.

Pora na zdjęcia: zestawy zostały uszeregowane od najbardziej oficjalno-wystawnego do takiego najprostszego. Na ostatnim zdjęciu jest yukata – coś w rodzaju uproszczonego, bawełnianego kimona, którego niektórzy za kimono w ogóle nie uważają (zasady dot. dodatków też są inne, m.in. można mieć gołe nogi). Autorką zdjęcia nr 2 (zielone) jest moja koleżanka Gosia Sieczkowska.

I jeszcze losowe zdjęcie archiwalne:

Opublikowano Kimono | 2 Komentarze

Żona ze Stepford

Główną bohaterką dzisiejszej notki będzie spódnica. Pod nią kryje się halka na tiulu – stąd boski kształt na modę z 1947 roku. I tak ubrana (vide – wcięcie w talii) skonsumowałam wczoraj w Bierhalle pół kurczaka z frytkami i kapustą, popiłam litrem piwa, a na deser zjadłam jeszcze panna cottę z musem malinowym. Mam na to świadków 😉

Na jesienne chłody najlepsza jest chusta a la Jagna Borynowa:

Jeszcze w domu – zdjęcie nie najlepsze, ale nie mam innego w zestawie ze sweterkiem:

bluzka – Uniqlo
spódnica – Atmosphere/ Primark
rajstopy – czy to nie wszystko jedno?
buty – te, co zawsze
sweterek – no name
broszka – no name
płaszcz – no name, vintage (znaczy się, znalazłam w domowej piwnicy i nikt nie pamięta, skąd się toto wzięło w domu, więc pewnie jest na tyle stare, że można nazwać vintage)
chustka – no name, rzecz jasna

Losowe Zdjęcie Archiwalne:

Opublikowano Szafa | Dodaj komentarz